Utwór Olgi Tokarczuk to przede wszystkim płomienny, choć trochę przewrotny, apel do społeczeństwa. Opowiada o miłości do przyrody. O miłości do zwierząt. O pasji, o walce z niesprawiedliwością.

W powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych przeczytałam: „Tego najbardziej nie lubię u ludzi – zimnej ironii. To bardzo tchórzliwa postawa; wszystko można obśmiać, poniżyć, w nic się nigdy nie zaangażować, z niczym nie poczuć się związanym. Być jak impotent, który sam nigdy nie zażyje rozkoszy, ale zrobi wszystko, by obrzydzić ją innym.” Poczułam się tak, jakby bohaterka utworu sformułowała mój własny pogląd. A takich sądów i prawd o życiu, z którymi się identyfikuję i które uważam za niezwykle celne, jest w utworze bardzo wiele. Nic więc dziwnego, że książka znalazła moje uznanie. Jest to bowiem książka ciekawa i mądra. Energetyczna. Jednocześnie także bulwersująca. Kontrowersyjna. Zadająca pytania. Zmuszająca do refleksji. Jej fabułę określić można jako bardzo dyskusyjną, zaskakującą, z nieprzewidywalnym zakończeniem.

Jej autorka, Olga Tokarczuk, to współczesna pisarka, którą uznać już chyba trzeba za klasyka polskiej literatury. Każdy jej utwór to swoiste wydarzenie literackie. Ostatnio znów bardzo o niej głośno ze względu na promocję najnowszej książki zatytułowanej „Księgi Jakubowe”. Tematem kwietniowego spotkania naszego DKK była jednak nie ta, lecz wcześniejsza, z roku 2009, powieść Tokarczuk.

Już sam tytuł tej książki – „Prowadź swój pług przez kości umarłych” – jest intrygujący. Jest on cytatem z utworu Williama Blake’a, XVIII-wiecznego angielskiego poety, pisarza, rytownika, malarza, drukarza i mistyka, prekursora romantyzmu. Przez współczesnych nazywany był on często mad Blake, a obecnie zaliczany jest czasem do grona tzw. poetów wyklętych w literaturze angielskiej. W powieści Tokarczuk jego twórczość pełni ważną rolę – buduje fabułę (jeden z bohaterów tłumaczy utwory Blake’a na język polski), przedstawia ogólnie przyjęte prawa i wartości, interpretuje powieściową rzeczywistość. W ten sposób powieść staje się w pewnym stopniu areną popularyzatorską twórczości angielskiego twórcy.

Ale utwór Olgi Tokarczuk to przede wszystkim płomienny, choć trochę przewrotny, apel do społeczeństwa. Opowiada o miłości do przyrody. O miłości do zwierząt. O pasji, o walce z niesprawiedliwością. O roli człowieka w świecie przyrody, o jego misji proekologicznej i powołaniu dla ratowania środowiska naturalnego. Ale mówi także o zbrodni, o morderstwie niemal doskonałym. O eksterminacji jednostek niepożądanych. Stawia pytania. Czy można zabijać w obronie życia? Czy i czym można usprawiedliwić zbrodnię? Czy słuszna idea może usprawiedliwić haniebny czyn? Stawia wiele pytań. Pytań o cel i sens. Fundamentalnych i z pozoru błahych. Ale zawsze ważnych…

Główna bohaterka i jednocześnie narratorka powieści nazywa się Janina Duszejko (notabene – bardzo nie lubi swojego imienia). Jest to starsza pani, która się „czepia”: wszystkiego i wszystkich. Pisze jakieś protesty, jakieś petycje, zanosi żądania do władz i policji, chodzi własnymi drogami, nie słucha dobrych rad. Staje w obronie…, ale czego? Saren, lisów, psów, jakiegoś zgniotka szkarłatnego. Obrzydlistwo! Nawiedzona wariatka! Ekscentryczka i dziwaczka. Zamiast kornie siedzieć w kościele i słuchać kazań lokalnego proboszcza, chce jej się walczyć z kłusownikami i myśliwymi! Przedkłada samotność na łonie przyrody nad towarzystwo rozplotkowanych ludzi. W zasadzie nie ma przyjaciół (troje to przecież bardzo niewiele, a może jednak wystarczająco wiele?).

Autorka zdaje się pytać: Czyż obok nas nie żyją takie kobiety? Czy przypadkiem codziennie nie stykamy się z takimi samotnymi ludźmi walczącymi o przegraną sprawę? Z idealistami nie z tego świata, którym nie podoba się palenie liści w ogrodzie, wyrzucanie śmieci w lesie, dewastowanie koszy na placach zabaw i w parkach… Którzy kochają swoje psy czy koty… Którzy zwracają innym uwagę, nie zgadzają się, protestują… I spotykają się z lekceważeniem, niezrozumieniem, ironiczną pogardą… Pani Duszejko, inżynier i pedagog, to postać bardzo prawdziwa. Przekonująca. I… W tym miejscu ujawnia się kunszt pisarski Olgi Tokarczuk. Pomysł fabularny, zamysł konstrukcyjny i rozwiązanie akcji są niezwykle wyrafinowane i zaskakujące. Polubiłam już główną bohaterkę, a w zakończeniu powieści – taki dylemat…

Olga Tokarczuk w swej książce wzywa do naprawy świata. „Jaki to świat, gdzie normą jest zabijanie i ból? Czy coś z nami jest nie tak?” – pyta główna bohaterka i pyta autorka. Co to za świat, w którym człowiek nie szanuje przyrody, bezmyślnie ją niszczy? Co to za świat, w którym człowiek krzywdzi zwierzęta, znęca się nad nimi, bez potrzeby, dla rozrywki je zabija? Co to za świat, w którym człowiek nie rozumie drugiego człowieka, czyni mu krzywdę, nawet morduje? W swoim wołaniu o opamiętanie społeczeństwa pani Tokarczuk nie jest wcale osamotniona, o czym świadczą słowa innej polskiej, nieżyjącej już, niestety, pisarki, Joanny Chmielewskiej, która w jednej ze swoich powieści kryminalnych „przemyciła” takie oto słowa: „…jesteśmy narodem barbarzyńców. Im wyższa cywilizacja i kultura, tym właściwszy stosunek do zwierząt, na razie pozostajemy na etapie zagłodzonych plemion koczowniczych”.

Mimo tak pesymistycznego obrazu naszego świata mam cichą nadzieję, że apel o ratowanie tego świata odniesie jednak skutek. Niemała w tym będzie zasługa Olgi Tokarczuk i jej powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Gabriela Kansik
Dyskusyjny Klub Książki
Oleska Biblioteka Publiczna
25 V 2015 r.