„Pani Churchill” to książka  o kobiecie, której nie znamy. Wszyscy słyszeli o Winstonie Churchillu,  tym  mężu opatrznościowym okresu II wojny światowej, ale kto słyszał o jego żonie? Opowieść Marie Benedict zapełnia ową lukę w naszej wiedzy historycznej i przedstawia postać kobiety, którą z dzisiejszej perspektywy możemy określić  bardziej jako kobietę współczesną niż przedstawicielkę swoich czasów

Fabuła opowieści obejmuje lata od roku 1908 (rok ślubu Churchillów) po rok 1945 (rok zakończenia wojny światowej) i przedstawia historię rodziny, a skupia się przede wszystkim na losach Kotka i Mopsika, czyli losach pani i pana Churchillów. Narratorką jest bohaterka tytułowa książki.

Clementine Hozier, później Churchill, urodziła się w czasach, gdy jako pewnik przyjmowany był sąd, iż głowa kobiety nie jest zdolna do myślenia (P. J. Möbius „Płeć a wielkość głowy”) i powszechnie wierzono, że  kobiety nie mają żadnych zdolności i daru myślenia (O. Weininger „Płeć i charakter”). Powołaniem kobiety było macierzyństwo, a szczytem kariery –  niejako zawodowej –  troska o męża i dom. Mimo to kobieta i wówczas odgrywała ważne role – społeczne, polityczne, naukowe, artystyczne – tyle, że w cieniu mężczyzny. Swoje zdolności i ambicje często musiała ukrywać, ograniczały ją konwenanse i normy epoki wciąż jeszcze wiktoriańskiej. Podobny los przypadł w udziale także pani Churchill.

Była to osoba niezwykła! Pierwszoosobowa narracja powieści pozwoliła na przedstawienie nie tylko faktów z życia bohaterki, ale także jej emocji i uczuć, rozterek wewnętrznych, myśli i przeżyć. W toku wydarzeń my, czytelnicy, poznajemy kobietę mądrą, o ponadprzeciętnej wręcz inteligencji, ambitną, wyrastającą ponad epokę, w której żyła. Miała poglądy liberalne, interesowała się aktualnymi wydarzeniami społeczno-politycznymi, popierała ruch sufrażystek, czuwała nad rozwojem kariery męża, wspomagając go  w jego działalności politycznej. Była osobą zdecydowaną i praktyczną, wręcz pragmatyczną, co pozwalało jej trzeźwo oceniać rzeczywistość i poprzez to służyć celną radą  mężowi. Pomagała mu w pisaniu jego przemówień, a później wysłuchiwała ich, udzielając wskazówek, co do sposobu ich wygłaszania. Była dobrą żoną – cierpliwą, wyrozumiałą, zawsze pomocną, zawsze „pod ręką”… Egocentryczny i apodyktyczny Winston wymagał stałej obecności i rady żony, nie licząc się z jej wieloma zobowiązaniami.  Clemmie chętnie mu towarzyszyła, zarówno w zaciszu domowym, jak i w oficjalnych sytuacjach. Nie była typem domatorki. Lubiła podróże, wizyty, oficjalne przyjęcia. Znała wielu wpływowych ludzi epoki. Jako dobra organizatorka urządzała wspaniałe spotkania dyplomatyczne. Dystyngowana, obyta towarzysko i piękna  osiągała zamierzone cele. Zawsze zaangażowana, szczególnie w czasie drugiej wojny światowej mogła wykazać się  aktywnością publiczną. Bardzo odważna. Naprawdę bała się chyba tylko raz – w czasie spotkanie ze Stalinem w Rosji.

Była także matką. Urodziła pięcioro dzieci. Wychowywała je i kochała bardzo, ale wciąż miała sobie za złe, że poświęca im zbyt mało czasu. Bardzo przeżyła śmierć swojej niespełna trzyletniej córeczki, która zmarła na zapalenie płuc. Wiele kłopotów i zgryzoty przeżywała, gdy dzieci już dorosły…   Była mentorką całej rodziny. Wspomagała matkę, młodszą siostrę, członków rodziny męża, doradzała, pomagała, pocieszała. Tyle pracy, tyle ról, nie zawsze wdzięczność. Okupiła swe zaangażowanie załamaniem nerwowym. Ale przeciwności losu jej nie złamały.

I tylko zastanowić się należy (jak sugeruje autorka książki), czy  praca Clementine Churchill u boku męża została przez potomnych dostrzeżona i należycie oceniona. Czy nie jest aby tak samo, jak z Milevą Einstein, która była wysoce uzdolnioną współpracownicą naukową męża, sumiennie pomagała mu w jego pracy, niczego dla siebie nie żądając, ale to przecież on, nie ona, zdobył światową sławę. I  choć sam Einstein mówił: „Potrzebuję pomocy żony. Ona rozwiązuje wszystkie moje problemy matematyczne”, to jego nazwisko jest znane, nie jego żony. Wydaje się, że podobnie jest z Clementine Churchill. Pomagała, doradzała, ratowała, a kto o niej dzisiaj pamięta? Sam Winston Churchill jednoznacznie wyznał: „Poślubienie tej kobiety było moim największym osiągnięciem”. Jednak narratorka (czyli pani Churchill) kończąc opowieść, gorzko stwierdza: „Kiedy nasi następcy ocenią mojego męża i tę straszną wojnę, bo na pewno to zrobią, wiem, że zobaczą dłoń Winstona na piórze piszącym historię. Ale czy dojrzą na tym piórze również moją dłoń?”. Dobrze, że możemy zapoznać się z fragmentem życia tej niezwykłej kobiety, która przecież poprzez swój wpływ na męża  wpłynęła także na losy  Wielkiej Brytanii, Europy i świata. Książkę M. Benedict naprawdę  warto przeczytać!

Gabriela Kansik
 DKK w Oleśnie
 Oleska Biblioteka Publiczna

Pani Churchill

*Pani Churchill / Marie Benedict ; przekład: Ewa Penksyk-Kluczkowska.