Wisława Szymborska Wszystkie lektury nadobowiązkowe

„Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata / (…) jak ja to ustawię, (…) gdzie ja to pomieszczę?” – pisała Wisława Szymborska w pięknym wierszu „Urodziny”. Parafrazując te słowa, można powiedzieć, że tylu książek wokół nie zdoła nikt ogarnąć, opisać, przybliżyć. Autorce się to jednak udało!

„Wszystkie lektury nadobowiązkowe” to już nie taka nowa pozycja na rynku wydawniczym promująca się jako edycja prezentująca wszystkie felietony Szymborskiej. Wydana przez Wydawnictwo Znak w 2015 roku jako kompendium wcześniej już publikowanych w czasopismach („Życie Literackie”, „Pismo”, „Odra”, „Gazeta Wyborcza”) tekstów o książkach cieszy się (a przynajmniej powinna!) niesłabnącą popularnością. Z przyjemnością zagłębiłam się ponownie w 562 felietony, delektując się nimi i smakując je jak najsmaczniejsze czekoladki. Bo czegóż to w tej swoistej bombonierce nie ma! I celne uwagi, i mądre spostrzeżenia, trafne podsumowania i przewrotne sądy! Autorka zadaje pytania, formułuje wnioski, przedstawia informacje, rozwija myśl, ocenia (sic!) zamysł, rozwiązanie i efekt. I chociaż sama broni się przed nazwaniem swoich tekstów recenzjami, jednak buduje dzieło głęboko krytyczne wobec zastanego świata. I, co należy podkreślić, zadziwia doborem utworów, które bierze niejako pod lupę: pisze np. o wyborze poezji Horacego, ale także o kalendarzu ściennym z 1973 roku… Również różnorodność tematyczna jest fascynująca. Interesuje ją zarówno przeszłość Kalisza, jak i wyprawa do Indian Auca, przygoda „żałosna książęcia finlandzkiego Jana i królewny polskiej Katarzyny”, rośliny w służbie człowieka, czy dzieje starego papieru. I tak by można wymieniać jeszcze bardzo długo, bo dobór przedstawianych książek, choć może sprawiać wrażenie dość przypadkowego, jest jednak szczególnie ciekawy. A walor poznawczy tych tekstów jest niezaprzeczalny!

Co mnie szczególnie ujmuje przy lekturze tych krótkich (jednak krótko także można!) felietonów to swoiste poczucie humoru okraszone nutą ironii przebijające z tych tekstów. Cytuję tylko niektóre z takich celnych myśli:

„Polecam tę porównawczą lekturę każdemu, komu szczęśliwym trafem zepsuł się telewizor” albo „W szkole czyta się literaturę piękną pod przymusem, a przymus, jak wiadomo, wyklucza przyjemność”, albo „…mamy lato. Czas, żeby przewietrzyć sobie skórę, płuca, głowę, a przede wszystkim odpocząć od własnej nieomylności”, czy też „Jest to książka smutna. Jasną stronę stanowi w niej to, że została napisana”.

Autorka formułuje myśl, subtelnie trafiając w sedno ocenianej rzeczywistości. Czytelnik dowiaduje się przy tym niemało o samej Szymborskiej. Bezpośrednio i pośrednio. Że kocha książki, że uwielbia czytać, ale także, że docenia wszystkie próby literackie. Interesuje ją nie tyle literatura piękna, co raczej ta popularnonaukowa czy z pogranicza literatury. Sama o sobie mówi, że jest czytelniczką – amatorką, podkreślając przy tym, że ”książka to towar osobliwy”. Ale mówi także, iż jest wielbicielką wyjątków, a takowych jest w „Lekturach…” multum. Przede wszystkim jednak wyłania się z tej pozycji obraz mądrej zaangażowanej kobiety, której nie jest wszystko jedno, zainteresowanej światem i ludźmi, przeszłością i przyszłością, tym, co bliskie, znane i tym, co tajemnicze, obce, ukazuje się obraz bystrej obserwatorki potrafiącej przeciwstawiać się wszelakiej małości, małostkowości i głupocie. A przy tym umiejącej łaskawym okiem spojrzeć na wysiłek twórcy. Ujmuje taka np. ocena: „Książeczka jest głupawa, ale poczciwa”. Czy też taka: „Szkoda, bo ładne”.

I na zakończenie nie mogę sobie darować przytoczenia słów Wisławy Szymborskiej o czytaniu książek, słów znanych, wielokrotnie cytowanych, ale bardzo trafnych. A oto i one: „Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”. Posłuszni autorce bawmy się więc jej książką o książkach!

Gabriela Kansik
DKK w Oleśnie
Oleska Biblioteka Publiczna